piątek, 24 grudnia 2010

DINP Album teaser #2



Zdecydowanie najtrudniejsza część okładki.

czwartek, 23 grudnia 2010

DINP Album teaser #1



Okładka drugiego tomu Psów już prawie gotowa.
Mały wycinek.

środa, 22 grudnia 2010

Rant en miniature



Na pytanie "co takiego fajnego jest w lalkach" zdecydowanie i bez wahania odpowiedziałabym "miniaturowość". Dziś odebrałam fantastyczne cudeńko: skrzypce długości 11cm. Nie pierwsza taka miniaturka i nie ostatnia, ale wszystko jest tak ładne i staranne, że chyba urządzę w mieszkaniu pełnowymiarową dioramę, którą będę eksponować niczym misterne i kosztowne dzieło sztuki.
Bo na dobrą sprawę, właśnie tym będzie.

Dziś też nareszcie moja Roseanne wyruszyła w drogę. Pan Jeong Kyunghoon (to zadziwiające, ale w Koreańskim wszystkie słowa brzmią dokładnie tak samo, z bardzo dużą ilością "Ą") straszy niestety, że dotarcie może potrwać nawet miesiąc "because of Christmas and the heavy snowfall in the Europe".
Póki co się nie martwię, ten rok był zbyt zajebisty, żeby miał się zakończyć taką wpadką.

niedziela, 19 grudnia 2010

Machines #2

Skończyłam Machine 01 i narysowałam nowszą wersję Machines 02 i 03. Te ludzko-dziecięce główki podobają mi się dużo bardziej, ale dużo gorzej znoszą zaburzone proporcje robocików. Odrobinę je zmieniłam w tym rysunku, mniejsze głowy i klatki piersiowe, mocniejsze nogi, ale i tak wciąż nie do końca właściwie "siedzą".

Ale i tak marzy mi się, że pewnego dnia przerobię je na ruchome lalki.
Wbrew temu, że środowisko wolałoby jeszcze jedną omdlewającą pannicę :)

sobota, 11 grudnia 2010

Bowsin'



Jakby ktoś nie śledził mojego deviantarta, to informuję, że skończyłam Bowsera dawno temu. Mam też parę zdjęć z procesu produkcji, albeit marnej jakości.
PS. Fun fact: każdy kuc od przodu wygląda jak "hurrrr".

niedziela, 5 grudnia 2010

I love to sing-a



Rysuję tego faceta 60-tą planszę z kolei i ani razu się nie uśmiechnął. Więc wycięłam kawałek dramatycznej sceny ucieczki, poprawiłam i voila.

środa, 1 grudnia 2010

Świat przyszłości

Statystyki odnotowały wejście na mojego bloga z wyszukania mojego nazwiska. I nie byłoby to może takie dziwne, gdyby nie fakt, że nie pada ono nigdzie na stronie, w profilu, powiązanych linkach ani na moim koncie google.
Coś w tym jest bardzo niepokojącego.

Jestem jedną z tych kretynek (zapewne zakompleksionych brzydul, nieobeznanych z techniką paranoiczek albo smutnych samotniczek bez żadnych znajomych), które starają się pilnować swojej sieciowej tożsamości. Absolutnie nie zależy mi, aby ktokolwiek rozpoznawał mój wygląd, otoczenie czy nazwisko. Wręcz przeciwnie. Nawet na facebooku ukryłabym twarz, gdyby nie to, że i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto otaguje cię na jedynym zdjęciu z imprezy na której byłaś całe pół godziny.

Martwi mnie fakt, że moje nazwisko zostaje powiązane z tym blogiem zupełnie bez mojego świadomego udziału.

Google is fucking us over.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Machines

Nagadałam się tyle, że jaka ja zajęta jestem i nic dla siebie... a potem się okazuje, że ze szkolnych przerw spokojnie uzbiera się ze dwie godziny na szkicowanie. Że o rysowaniu na wykładach nie wspomnę. I tym sposobem powstał przypadkowy szkic Machine 09, który spodobał mi się na tyle, że postanowiłam zrealizować pozostałe numery. W trakcie są 08 i 01, a i zapewne 02 i 03 doczekają się bardziej ludzkiej przeróbki.

Pewnego dnia dorobię się nawet ideologii. Póki co robię to tylko dlatego, że lubię ciała rozłożone na części. Stąd lalki i stąd roboty.
Gdyby nie poczucie przyzwoitości, Ysa przez cały czas siedziałaby jako nagi kadłubek.

niedziela, 21 listopada 2010

czwartek, 18 listopada 2010

stoic Kenny is unimpressed



Prawdopodobnie uważa, że powinnam pracować, a nie zajmować się pierdołami.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Sandra



Normalnie starannie maskuję wszystkie swoje notatki na marginesach rysunków

ale

To uczucie, gdy wydaje ci się, że wreszcie masz fajny schemat kolorystyczny dla postaci i nagle widzisz, że Touhou ;f


I właśnie dlatego jutro na przerwie spróbuję znowu i wtedy ewentualnie opowiem o co chodzi, bo to ciekawa rzecz.

niedziela, 14 listopada 2010

Ranty ranty

A więc konkurs wygrał cykl kubistyczno-abstrakcyjnych, można rzec nawet onirycznych (niektórzy wola określenia "telefoniczne", "przypadkowe" lub też "dupek namazał mi penisa w zeszycie") szkicowych rysunków o metaforycznym tytule. I może mój wewnętrzny prymitywny cham nie burzyłby się nawet aż tak bardzo, gdyby nie to, że cała ich komputerowość zamyka się w marnie narzuconej teksturze linoleum i doklejonych zdjęciach pośladków. Okraszonych światłym komentarzem organizatorów, którzy odrzucili 40% prac: "Niektórzy uważają, że jak mają komputer, to tworzą grafikę komputerową. Tymczasem trzeba pomysł rozwijać pod jakąś ideę lub pod wrażenia estetyczne. I robić to świadomie a nie pozwalać aby zdominowała nas technologia."

Mój wewnętrzny prymitywny cham ryczy z rozpaczą dokładnie to samo co dwie notki temu.

środa, 10 listopada 2010

South Park Style

Spójrzmy prawdzie w oczy, każdy z nas ma jakieś Guilty Pleasure. Dla niektórych to casualowe gierki, animu-moe-shit albo Lady Gaga. Dla mnie... fandom South Parku. South Park, jako serial sam w sobie, jest zdecydowanie w moim top 3, ale to co dopełnia jego przyjemność, to ponad 7000 opowiadań na samym fanfiction.net, dziesiątki tysięcy fanartów i kolekcjonowane z pietyzmem trivia. W liczbach tych mieści się wszystko, od niepoprawnego humoru po boleśnie dosłowne yaoi. Moim osobiście ulubionym elementem jest tzw. fluff. Jest to coś takiego, co w sposób zupełnie niewytłumaczalny (a chciałabym wiedzieć, jak to działa) napełnia tak wielkim ogromem ciepła i szczęścia, że ma się ochotę wydrapać sobie wnętrzności.

I pewnie nie byłoby w tym nic za bardzo wykraczającego poza zwyczajowe ramy estrogenowego szaleństwa (każda kobieta lubi małe kotki i bobaski, co nie?), gdyby nie to, że wciąż mówimy tu o bandzie przeklinających 9-latków, utaplanych w krwi, wymiocinach i popkulturze. Rozwiązanie? Po pewnym okresie kontaktu z fandomem (a u mnie to już ponad dwa lata (!)) wytwarza się coś w rodzaju "pojmowania alternatywnej rzeczywistości". Najlepiej chyba określić to jako canon kontra fanon. Fanon nie tyle zapełnia dziury w canonie czy buduje na nim, ale raczej tworzy własną niezależną wizję, pozwalającą się mentalnie odciąć od oryginału. To już zupełnie inne postacie, w innym uniwersum, z własnymi stereotypami i cechami charakterystycznymi. Przykład: wszyscy wiedzą, że Kyle ma zielone oczy. Nie z serialu, więc skąd?
That's fanon for ya.


Gorzej, jeżeli w którymś kolejnym fanficu Cartman robi się nagle szczupły i romantyczny...

PS z 14.11: Skoro już zrobiłam wielki coming out, to śmiało dodaję nowy tag, który odtąd będzie mieścił mój rozbuchany fangirlizm: geje. Dlaczego geje? Nie ma miejsca na ani jedną dziewczynę...

środa, 3 listopada 2010

That is all



W każdy wolny dzień spędzam przy tablecie po 10-11 godzin dziennie i trochę mi już się robi.

czwartek, 14 października 2010

Czarny Szkicownik vol. 2

Za dużo wszystkiego ostatnio, więc rzucam tylko ostatnie (warte uwagi) produkcje ze szkicownika, a opisami (bo każdy ma jakieś znaczenie) zajmę się kiedy indziej.
Przypadkowo (a w sumie to wcale) wszystkie lalkowe.

wtorek, 28 września 2010

Powoli Bowser



Tak to jakoś wygląda. Nienajgorzej, śmiem twierdzić. Tyle, że pokrycie kolorem jest dopiero w dalekiej perspektywie, przy wizji szkoły i pracy na raz. Pewnie będę go malować podczas tych kretyńskich dwugodzinnych okienek między zajęciami kiedy ani na dupie przeczekać, ani do domu wrócić.

A póki co do zobaczenia na MFK.

czwartek, 16 września 2010

The Koopa King

Ostatnimi czasy przechodziłam (ale nie ukończyłam) "Bowser's Inside Story" na demowym DSie. Bardzo dobry erpeg, tam gdzie by się człowiek nie spodziewał. Ja się spodziewałam, bo miałam wcześniej do czynienia z "Superstar Saga" spod tegoż samego szyldu "Mario & Luigi". Okazało się, że prowadzenie ogromnego smoko-zółwia jest dalece bardziej fajniejsze niż prowadzenie dwóch wąsatych mężczyzn w średnim wieku. Gra obok dobrego gameplayu także wspaniale wykorzystuje możliwości jakie daje DS i warto zagrać choćby po to, by móc powalczyć rysikiem jako stumetrowe ziejące ogniem monstrum.
Stąd też zrodził się pomysł, by z (przed)ostatniego pony baita stworzyć kolczastego, paskudnego i przeuroczego potwora. Tym bardziej, że te, które widziałam do tej pory były... średnio udane, że tak to ujmę. Z jakiegoś powodu 95% utalentowanych customizerów produkuje praktycznie tylko kiczowate, ciężkie od brokatu i zdobień "kucykowe księżniczki".
Zamiast tanich kopii postaci, które wymyślił ktoś inny.

Rysunek obok też stąd. Nie do końca udany, przyznaję, ale bardziej chodzi o poglądowość.

środa, 1 września 2010

Księżna Zima



Trochę mi w sumie zeszło, ale skończyłam "Księżną Zimę" (nie "królowa lodu" ani "zimowa księżna"). Rozpoczęła swój żywot jako przypadkowy maz twarzy, zrobiony gdy byłam odcięta od internetu. Potem stwierdziłam, że jak taki nudny blady symetryczny to zrobimy z niego jakieś fantasy.

W sumie dość fajny eksperyment z innymi niż zwykle proporcjami twarzy i z łączeniem odcieni zimnych i ciepłych, w tym przypadku (moim zdaniem) bardzo ładnie wybija się dzięki kontrastowi złoto biżuterii. Srebrna zlałaby całość rysunku w szarą masę.
Bardzo się cieszę, że malując nawet nie pomyślałam o tknięciu koloru niebieskiego czy motywu śnieżynki, bo gdy już po skończeniu pracy z ciekawości wyszukałam frazę "ice queen" na deviantarcie, to aż mi ręce opadły. Zalew kiczu, banalnych skojarzeń i artystycznej bezmyślności. Prace warte uwagi mogę policzyć na palcach. Nie twierdzę, że mnie te grzechy nie dotyczą, bo też i nie aspiruję do czynienia Sztuki przez duże S, ale na Litość Boską, OSIEMSET FAVÓW?! Inb4 "krytykujesz bo zazdrościsz popularności" (uwielbiam słyszeć takie argumenty), gdybym chciała być popularna, to też wstąpiłabym do 60 niezwiązanych ze sobą klubów i trzaskała co tydzień biuściaste mangowe catgirls.
Przeszłam już przez taki okres w twórczości i teraz mi wstyd.

W kategorii bonusów:

Radosny Random

Można się czuć lekko zagubionym widząc to coś po lewej, ale już spieszę z wyjaśnieniami. To już kolejny miesiąc gdy bezskutecznie jaram się żywicznymi lalkami, jednak zbliżam się powoli do spełnienia. Pracodawca obiecał mi uczciwe wynagrodzenie za moją długą pracę (której nie wykończę bez otrzymania wynagrodzenia) a także udało mi się znaleźć lalkę niemalże doskonałą. Istnieje w dwóch rozmiarach, 27cm i 43cm, ale po przyjrzeniu się Ysie... jednak dorzucę troche więcej kasy za coś, co mogę przytulić i fotografować bez makro. (Jestem obrzydliwą, płytką i egoistyczną materialistką, której szczęście polega na posiadaniu ładnych rzeczy.)
Gdy tylko zobaczyłam Planetdollkę, natychmiast zakochałam się w tych szerokich biodrach, niezgrabnych krzywych nogach i wydętych ustach. U innych jest tak wiele ślicznych i ciekawych twarzy... ale wszystkie osadzone na identycznych ciałach wyglądających jak tanie action figures, z okrągłymi cyckami i nogami dwa razy dłuższymi od tułowia. Najdoskonalsze ciałko w rozmiarze MSD widziałam u "Alice in Labyrinth" ale daleko wykracza ona poza moje możliwości zakupowe. Planetdoll jest całkiem blisko, nawet jeśli trochę rażą jej grubaśne kostki i umieszczenie stawu w dolnej a nie górnej połowie torsu.

Czasem czuję się źle, gdy takie poruszenie wywołują we mnie martwe przedmioty. Ale potem przypominam sobie piramidę potrzeb... i uświadamiam sobie, że to duże szczęście.

A teraz przechodząc do spraw, które są interesujące:
(Moja) praca nad grą idzie całkiem sprawnie. Póki co, to siedem designów postaci i dziesięć sekwencji storyboardów, z których potem wyrysuję statyczne plansze do cutscenek, utrzymane w stylistyce komiksów o zombie. Pracodawca na pewno będzie szczęśliwszy, jeśli nie będę szastać publikacją na prawo i lewo, skoro tytuł już mu ktoś zabrał. Więc wrzucam tylko avatary gadających głów.

Dem wydaje swój pierwszy papierowy album! Miałam swój aktywny udział w procesie tworzenia, tak więc kolorowe części okładki są mojego autorstwa. Za wyjątkiem tyłu, tam moje są te czarno-białe. Po przeczytaniu (wielokrotnym na różnych etapach) zawartości stwierdzam, że to fajny album. A jestem bardzo krytycznie nastawiona do większości rzeczy tworzonych w tym kraju.

Mam trochę fajnych szkiców, ale chciałam je wpierw pokazać Demowi. Więc wrzucam tylko jakiś neutralny redesign robota z tej pracy. Wciąż jeszcze mam nadzieję, że pewnego dnia zrobię art, który kołata mi się po głowie od pół roku, ale nadzieja ta powoli kona w męczarniach.



środa, 11 sierpnia 2010

Czarny szkicownik

Gdzieś mniej więcej pod koniec kwietnia postanowiłam, że fajnie byłoby mieć i targać ze sobą szkicownik w formie książeczki. Taki, który nie pozwala po prostu wyrwać rzeczy, które się nie podobają i taki który mogę mieć zawsze przy sobie gdybym nie miała co robić. Tak więc w maju nabyłam czarny szkicownik w twardej oprawie formatu A5.

I zasmarowałam pierwszą stronę powyższymi tęczami.

Od tamtej pory w miarę sukcesywnie zasmarowuję kolejne strony, wciąż wierząc, że zdołam zapełnić cały do końca roku, a najlepiej wcześniej. To co publikuję dziś, to wybór najbardziej kompletnych i różnorodnych szkiców. Pewnego dnia może zdobędę się na kompilację szkiców pomniejszych.

środa, 4 sierpnia 2010

WIP attack

Tak tylko wpadłam rzucić dwa arty (a właściwie arta i teasera) nad którymi pracowałam będąc odcięta od świata (internetu). Może w końcu się zbiorę w sobie, żeby poskanować czarny szkicownik.



sobota, 10 lipca 2010

Gra której tytułu nie znam

Ostatnio odezwali się do mnie pewni ludzie i zaproponowali współpracę przy tworzeniu gry. Gry która najwyraźniej zawiera [rzeczy] i dzieje się [gdzieś]. Więcej ponoć nie mogę powiedzieć, jakieś umowy, klauzule i prawniczne fiubździu. Szczęśliwie pozwolono mi na publikację wycinków u siebie, pod warunkiem że nie widać na nich o co chodzi, nie sprzedam konkurencji i nie pozwolę ukraść. Stąd te brzydkie denerwujące watermarki, których zazwyczaj unikam jak ognia, bo i tak nikt nie chce mnie okradać.



UPDATE: Nic nie mogę mówić, więc autocenzura (:

piątek, 9 lipca 2010

Moje Zabawne Dziwactwa

Powrót z jezior, wyjazd pod Warszawę. Jakkolwiek kocham swojego Dema, ma on jedną wadę: absolutnie nic a nic nie pracuję gdy jest gdzieś w okolicy. Choć z drugiej strony, nie żeby wiele lepiej było, gdy jestem sama.

Niemniej, przed wyjazdem w moim domu gościło wujostwo. Z trzema małymi kuzynkami. Tu rodzi się pytanie: co uwielbiają małe (i najwyraźniej też duże) dziewczynki?

KUCE PONY

Jeden kuc dostał pełny repaint (=mnóstwo warstw farby), dwa pełny rerooting (=mnóstwo dziergania włosów), wszystkie zaś są przyjemnie kolorowe i nieskomplikowane.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Tea Time WIP

Ostatni wieczór przed prawie dwutygodniowym wyjazdem nad jeeezioooraaa. Work-in-progress, zaczęta ze trzy dni temu, a chodząca mi uprzednio po głowie już jakiś czas. Niestety, z przyczyn oczywistych nie ukończę jej w trakcie najbliższych dwóch-trzech tygodni, podobnie też nie powrzucam żadnego rysowanego badziewia. Ale mam nadzieję, że coś zmajstruję nad wodą, a nie tylko pływanie, promenady, herbata, gry i zabawy. A po powrocie także komplet bijou.

Dracon, myślę, już się z grobu nie wygrzebie, jestem bardzo rozczarowana własną niemożnością literacką. Może kiedyś, ktoś, kto się na tym zna, weźmie go i uczyni przynajmniej dobrym.

"Remembrance" okazuje się być bardzo przychylnie odbierane. Poszukuję ostatnio kierunku, w którym powinnam się udać, i ten najwyraźniej daje pewne nadzieje. Co nie oznacza końca eksperymentów.
Jednakowóż, steampunk.

piątek, 18 czerwca 2010

Remembrance



Nareszcie, zeszło mi sporo czasu, ale jest: pierwsza pełna praca roku 2010. A jest dopiero czerwiec! Tak naprawdę po prostu skończyła się praca szkolna i darowałam sobie komiks, a więc mam trzy miesiące, które mam nadzieję spędzić mniej na graniu i kreskówkach, a bardziej ze swoim cudem. Jednym i drugim.
Pomimo, że obraz (?) nie wyszedł do końca tak jak sobie zaplanowałam, to jestem dość zadowolona. Co prawda, pomniejszenie i lanserskie efekty poświaty rozmyły część szczegółów, ale czy naprawdę ktokolwiek zwraca na nie uwagę...?

+Bonus blogowy: zrzuty z kolejnych etapów tworzenia pracy. Żeby wszyscy mogli zobaczyć, jak bardzo jestem nieskoordynowana i nieefektywna.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Lubię brudną robotę

To jest - sztuki manualne. Z jakiegoś powodu sa dalece bardziej zajmujące dla umysłu i rąk niż jeżdzenie rysikiem po tableciku czy ołóweczkiem po papierku. No, może ołóweczek ciekawszy od photoshopa. Tak czy inaczej, w zeszłym tygodniu odebrałam (a raczej usiłowałam odebrać) wpis w indeksie wieńczący moją roczną przygodę z zajęciami z rzeźby - i szczerze żałuję. Były ciekawe, przyjemne i dużo pożyteczniejsze od niektórych niemalże abstrakcyjnych ćwiczeń. Umiejętność budowy danego obiektu w trójwymiarze wydaje mi się absolutną podstawą wszelkich dalszych działań, takich jak rysunek czy malarstwo, ale co ja tam wiem...

W kolejności powstawania w tym semestrze:
Dłoń własna
Fragment twarzy własny (garb i wory takoż własne)
Płaskorzeźba kwiatu (lilii)

Odlew gipsowy rzeźby to dowód uznania i wielki honor.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Co pani tu robi

Dziś spędziłam 6 (słownie: sześć) godzin na przeglądzie z projektowania graficznego. Mimo, że przyszłam i wyłożyłam się jako pierwsza. Powód: "bo każdy musi obejrzeć prace innych i porównać z własnymi". Że jestem bardzo marną plakacistką to wiem i bez tego, choć bonusowo dowiedziałam się, że nie ja jedna.
Kariery z tym wiązać nie zamierzam.
Dobra strona: popełniłam w tym czasie tego dziwoląga powyżej. Mocno w klimacie Ai Yazawy. "Paradise Kiss", czyli jej sztandarowe dzieło, był dla mnie ciekawym zjawiskiem, jedyną tak naprawdę shōjo mangą którą przeczytałam w całości. Prawdopodobnie dlatego, że zamykała się w 5 tomach, a nie 30 jak wszystkie inne. Fabułę z tego co pamiętam miała dość banalną, ot, dorastanie, bunt, pierwsza miłość i podążanie za swymi marzeniami. Ubrane w ciuchy rodem z Harajuku. Niejednokrotnie motywy postępowania bohaterów (bardzo... klasycznych, że tak łagodnie powiem) były dla mnie mocno naciągane, lub wręcz okryte czarną tajemnicą.

A jednak... Jakoś nie byłam po skończeniu lektury ani trochę rozczarowana.

środa, 2 czerwca 2010

Ach te dzieciaki


Dem wymyśla sobie jakieś zabawne i rozkoszne dzieci, więc mu je rysuję. Nie pamiętam nawet jak się nazywają.
+To ładne ćwiczenie ekspresyjnej kreski. Jak się okazuje, rysowanie bez uprzedniego pełnego ołówkowego szkicu jest TRUDNE. Ale to właśnie tajemnica dobrego cartoonu, czyż nie?

wtorek, 1 czerwca 2010

Test test czy mnie słychać

W ramach testu jak konkretnie działa blogspot i żeby wreszcie ruszyć z showoffem wrzucam trochę szkolnych szkiców. Dwu-trzyminutowe, za modeli służą zwyczajowo znajomi z roku.