wtorek, 28 września 2010

Powoli Bowser



Tak to jakoś wygląda. Nienajgorzej, śmiem twierdzić. Tyle, że pokrycie kolorem jest dopiero w dalekiej perspektywie, przy wizji szkoły i pracy na raz. Pewnie będę go malować podczas tych kretyńskich dwugodzinnych okienek między zajęciami kiedy ani na dupie przeczekać, ani do domu wrócić.

A póki co do zobaczenia na MFK.

czwartek, 16 września 2010

The Koopa King

Ostatnimi czasy przechodziłam (ale nie ukończyłam) "Bowser's Inside Story" na demowym DSie. Bardzo dobry erpeg, tam gdzie by się człowiek nie spodziewał. Ja się spodziewałam, bo miałam wcześniej do czynienia z "Superstar Saga" spod tegoż samego szyldu "Mario & Luigi". Okazało się, że prowadzenie ogromnego smoko-zółwia jest dalece bardziej fajniejsze niż prowadzenie dwóch wąsatych mężczyzn w średnim wieku. Gra obok dobrego gameplayu także wspaniale wykorzystuje możliwości jakie daje DS i warto zagrać choćby po to, by móc powalczyć rysikiem jako stumetrowe ziejące ogniem monstrum.
Stąd też zrodził się pomysł, by z (przed)ostatniego pony baita stworzyć kolczastego, paskudnego i przeuroczego potwora. Tym bardziej, że te, które widziałam do tej pory były... średnio udane, że tak to ujmę. Z jakiegoś powodu 95% utalentowanych customizerów produkuje praktycznie tylko kiczowate, ciężkie od brokatu i zdobień "kucykowe księżniczki".
Zamiast tanich kopii postaci, które wymyślił ktoś inny.

Rysunek obok też stąd. Nie do końca udany, przyznaję, ale bardziej chodzi o poglądowość.

środa, 1 września 2010

Księżna Zima



Trochę mi w sumie zeszło, ale skończyłam "Księżną Zimę" (nie "królowa lodu" ani "zimowa księżna"). Rozpoczęła swój żywot jako przypadkowy maz twarzy, zrobiony gdy byłam odcięta od internetu. Potem stwierdziłam, że jak taki nudny blady symetryczny to zrobimy z niego jakieś fantasy.

W sumie dość fajny eksperyment z innymi niż zwykle proporcjami twarzy i z łączeniem odcieni zimnych i ciepłych, w tym przypadku (moim zdaniem) bardzo ładnie wybija się dzięki kontrastowi złoto biżuterii. Srebrna zlałaby całość rysunku w szarą masę.
Bardzo się cieszę, że malując nawet nie pomyślałam o tknięciu koloru niebieskiego czy motywu śnieżynki, bo gdy już po skończeniu pracy z ciekawości wyszukałam frazę "ice queen" na deviantarcie, to aż mi ręce opadły. Zalew kiczu, banalnych skojarzeń i artystycznej bezmyślności. Prace warte uwagi mogę policzyć na palcach. Nie twierdzę, że mnie te grzechy nie dotyczą, bo też i nie aspiruję do czynienia Sztuki przez duże S, ale na Litość Boską, OSIEMSET FAVÓW?! Inb4 "krytykujesz bo zazdrościsz popularności" (uwielbiam słyszeć takie argumenty), gdybym chciała być popularna, to też wstąpiłabym do 60 niezwiązanych ze sobą klubów i trzaskała co tydzień biuściaste mangowe catgirls.
Przeszłam już przez taki okres w twórczości i teraz mi wstyd.

W kategorii bonusów:

Radosny Random

Można się czuć lekko zagubionym widząc to coś po lewej, ale już spieszę z wyjaśnieniami. To już kolejny miesiąc gdy bezskutecznie jaram się żywicznymi lalkami, jednak zbliżam się powoli do spełnienia. Pracodawca obiecał mi uczciwe wynagrodzenie za moją długą pracę (której nie wykończę bez otrzymania wynagrodzenia) a także udało mi się znaleźć lalkę niemalże doskonałą. Istnieje w dwóch rozmiarach, 27cm i 43cm, ale po przyjrzeniu się Ysie... jednak dorzucę troche więcej kasy za coś, co mogę przytulić i fotografować bez makro. (Jestem obrzydliwą, płytką i egoistyczną materialistką, której szczęście polega na posiadaniu ładnych rzeczy.)
Gdy tylko zobaczyłam Planetdollkę, natychmiast zakochałam się w tych szerokich biodrach, niezgrabnych krzywych nogach i wydętych ustach. U innych jest tak wiele ślicznych i ciekawych twarzy... ale wszystkie osadzone na identycznych ciałach wyglądających jak tanie action figures, z okrągłymi cyckami i nogami dwa razy dłuższymi od tułowia. Najdoskonalsze ciałko w rozmiarze MSD widziałam u "Alice in Labyrinth" ale daleko wykracza ona poza moje możliwości zakupowe. Planetdoll jest całkiem blisko, nawet jeśli trochę rażą jej grubaśne kostki i umieszczenie stawu w dolnej a nie górnej połowie torsu.

Czasem czuję się źle, gdy takie poruszenie wywołują we mnie martwe przedmioty. Ale potem przypominam sobie piramidę potrzeb... i uświadamiam sobie, że to duże szczęście.

A teraz przechodząc do spraw, które są interesujące:
(Moja) praca nad grą idzie całkiem sprawnie. Póki co, to siedem designów postaci i dziesięć sekwencji storyboardów, z których potem wyrysuję statyczne plansze do cutscenek, utrzymane w stylistyce komiksów o zombie. Pracodawca na pewno będzie szczęśliwszy, jeśli nie będę szastać publikacją na prawo i lewo, skoro tytuł już mu ktoś zabrał. Więc wrzucam tylko avatary gadających głów.

Dem wydaje swój pierwszy papierowy album! Miałam swój aktywny udział w procesie tworzenia, tak więc kolorowe części okładki są mojego autorstwa. Za wyjątkiem tyłu, tam moje są te czarno-białe. Po przeczytaniu (wielokrotnym na różnych etapach) zawartości stwierdzam, że to fajny album. A jestem bardzo krytycznie nastawiona do większości rzeczy tworzonych w tym kraju.

Mam trochę fajnych szkiców, ale chciałam je wpierw pokazać Demowi. Więc wrzucam tylko jakiś neutralny redesign robota z tej pracy. Wciąż jeszcze mam nadzieję, że pewnego dnia zrobię art, który kołata mi się po głowie od pół roku, ale nadzieja ta powoli kona w męczarniach.