sobota, 23 listopada 2013

CA Valoir #5








Kilka uwag do gifu:
-minęło 8 lat od czasów "Asgardu", a ja nadal rysuję za duże głowy
-po podmalówce zapomniałam zupełnie co było na szkicu i zaczęło się dowolne widzimisie
-czas pomiędzy pierwotnym szkicem a skończeniem artu to jakieś 9 miesięcy
-a w rzeczywistości to kilkanaście godzin pracy
-przez ten czas koncept postaci się zmienił - Valoir przytyła, postarzała się i wyostrzyły się jej rysy
-moje metody pracy bynajmniej nie należą do najlepszych

niedziela, 17 listopada 2013

Draconowe szkice #1









Pierwszy zestaw szkicy jest sprzed paru tygodni, wtedy doszłam do wniosku, że powinnam przemyśleć wygląd postaci. Ciekawostka: nie zauważyłam, że Luga nie ma brwi, dopóki nie porównałam go ze starym rysunkiem. Nie wiem co myśleć o tej różnicy.
I o ile Anna zawsze ma dla mnie jasno określony wygląd i nie mogę wyobrazić jej sobie inaczej, tak z pozostałą dwójką będę jeszcze kombinować.

Wyciągnęłam też z półki podręcznik Scotta McClouda, yay.

środa, 13 listopada 2013

CA Valoir WIP #4



Jeszcze trochę ostatecznego szlifowania i będzie skończone. Zrobię notkę z ładnym gifem i w ogóle.
Z innych dobrych wiadomości - kupiłam nowy skaner, jak dobrze pójdzie to dotrze przed weekendem i będę mogła wrzucić trochę nowych Draconowych szkiców.

niedziela, 3 listopada 2013

Smutna historia Dracona

Dawno dawno temu, w latach 2006-2010, zajmowałam się czasem rysowaniem komiksów. Dokładniej sag fantasy. I tak jakiś czas temu sobie o tym przypomniałam, uświadomiłam sobie, że teraz nie rysuję nawet rysunków i zaczęłam się zastanawiać.

"Dracon" to teoretycznie moje opus magnum, zrodzone z mieszanki fascynacji D&D (zwłaszcza światem Planescape), Wiedźminem i jednym czy dwoma animcami. I pewnie czymś, o czym przez te 10 lat już zdążyłam zapomnieć.
 Tolkienem nie, Tolkien jest spoko, ale niezbyt inspirujący.

W 2009 uznałam naiwnie, że mój poziom 'artystyczny' dotarł do etapu, w którym mógłby udźwignąć tę historię, aczkolwiek patrząc z perspektywy teraz, chyba nigdy nie uznam, że w tym co tworzę nie nie ma nic do poprawienia. Tyle, że zabierając się za rysowanie popełniłam gigantyczny błąd - zaczęłam, ale nie wiedziałam w zasadzie co. W głowie miałam z grubsza obraz tego, co powinno się kiedyśtam wydarzyć, ale cała reszta powstawała na zasadzie "jakoś się ułoży". Uniwersum niby było, ale nie działo się tam wiele. Postacie po prostu płynęły przez historię nie zwracając na nią większej uwagii. Dokładniejszy plan powstał w obrębie jednego rozdziału, storyboardy zazwyczaj wybiegały tylko kilka stron wprzód.
I w ten sposób kompletnie spraprałam całe wprowadzenie.

Więc kiedy przypomniałam sobie (choć szczerze mówiąc nigdy nie było momentu, że faktycznie zapomniałam) o tym wszystkim, zaczęły mi się obijać nowe pomysły, jak można by naprawić, wzbogacić, dopowiedzieć. I tak trochę siadło mi na ambicję, by spróbować faktycznie dobrze skonstruować tę historię od początku do końca. A potem może nawet opowiedzieć kolejną wersją webkomiksu.

Co swoją drogą jest głównym problemem, bo oba moje projekty padły na magicznej 40tej stronie, do której dobicie zabierało mi... niecałe dwa lata? Przyjmując, że nadal pracuję na pełen etat i nie rezygnuję całkowicie z pozostałych hobby które trzymają mnie w równowadze psychicznej, tempo 40 stron na rok byłoby prawdopodobnie najwyższym osiągalnym. Czyli skończyłabym rysowanie mając jakieś 30 lat. Może więcej.
Absolutnie nie chciałabym się zmuszać do trzymania twardego harmonogromu, bo ani tego nie potrafię, ani nie wpływa to dobrze na efekty... Ale niestety wiadomo jak się kończy praca w trybie "jak będę mieć chwilę i ochotę". Kuszącą opcją jest rysowanie na żywo, jak to praktykowali Dem i Koko, bo zawsze kiedy ktoś patrzy ci przez ramię to praca idzie dziwnie wydajniej.


Na razie po prostu będę sobie wymyślać. I tak przyda się podomykać wcześniej inne rzeczy.